Zatrucia przypadkowe

W domu związane są one z łatwą dostępnością do wszelkich produktów chemicznych, przede wszystkim czyszczących, oraz preparatów rzadko stosowanych w mieszkaniu, lecz w nim prze­chowywanych (płyny chłodnicowe do samochodów, środki ochrony roślin), a także leków, które często przechowywane są w zasięgu ręki.

Stosowane na co dzień w gospodarstwie domowym środki che­miczne, głównie czyszczące, stwarzają poważne niebezpieczeń­stwo przede wszystkim dla dzieci, które nieświadome zagrożenia bawią się pojemnikami, pudełkami czy plastikowymi butelkami po tych preparatach lub – co się czasami zdarza – dostają od ro­dzica do zabawy fiolkę z ?kolorowymi drażetkami”, czyli lekami.

Dziecko raczkujące czy stawiające pierwsze samodzielne kro­ki jest tak pełne energii i ciekawości świata, że zajrzy praktycznie wszędzie – do szafy ubraniowej, gdzie czasami znajdują się środ­ki przeciwko owadom, do szafki kuchennej, w której jest mnó­stwo potrzebnych mamie i tacie rzeczy, pod zlewozmywak i do in­nych tego typu miejsc. Czasami wysunie szufladę z babcinej ko- módki i ujrzy coś, co zawsze było dla niego niezmiernie interesu­jące – kolorowe pastylki.

Znany jest powszechnie zwyczaj wkładania do buzi przez ma­łe dziecko niemal wszystkiego, co znajdzie. Chwila nieuwagi i leki rozsypane na podłodze trafiają do buzi dziecka. Jeżeli wiemy na pewno, że były to tylko witaminy, możemy się uspokoić.

Do jednego ze szpitali dziecięcych w Warszawie zgłosiła się matka z dwuletnim dzieckiem, bardzo zdenerwowana i zaniepo­kojona, ponieważ po krótkiej nieobecności w pokoju, w którym zostawiła dziecko, stwierdziła, że nagle zniknęło całe opakowa­nie leku (kilkadziesiąt tabletek). Wydawało się mało prawdo­podobne, aby w ciągu tak krótkiego czasu dziecko mogło zjeść taką liczbę tabletek, niemniej do każdego zgłoszenia podejrzenia zatrucia podchodzi się niezmiernie uważnie i dopiero dalsze py­tania pozwoliły ustalić, że lekiem, który dziecko połknęło, był preparat witaminowy, nie stwarzający większego zagrożenia.

Znacznie poważniej trzeba potraktować połknięcie przez dziec­ko tabletek zawierających preparaty żelaza lub leków stosowanych w chorobach serca. Problem tkwi w tym, że nie zawsze jesteśmy pewni, jakie leki były rozrzucone na podłodze (a to zdarza się, i wca­le nie tak rzadko). W przypadkach, w których istnieje podejrzenie zjedzenia przez dziecko nieznanych leków, zwykle zaleca się pozo­stawienie malucha na kilku- lub kilkunastogodzinną obserwację w szpitalu. Jeżeli nic się z nim nie dzieje, nie ma żadnych objawów i odchyleń w ogólnych badaniach laboratoryjnych, można wypisać je do domu. Po pojawieniu się jakichkolwiek symptomów zatrucia pediatrzy rozpoczynają tzw. leczenie objawowe. Jeżeli obserwuje się znaczną senność czy zaburzenia świadomości, mały pacjent powi­nien mieć zapewnioną przede wszystkim odpowiednią opiekę pielę­gniarską i nadzór lekarza. Na spadek ciśnienia tętniczego czy drgawki należy natychmiast zareagować, podając odpowiednie leki.

Przy podejrzeniu zatrucia nieznanymi lekami lub substancją chemiczną laboratoryjna diagnostyka toksykologiczna jest nie­zmiernie trudna. Oczywiście można i należy wykonać wszystkie potrzebne badania, ale w około 1/3 przypadków nie wykrywa się leków lub innych substancji toksycznych, co wcale nie oznacza, że nie doszło do zatrucia.

W szafkach zlewozmywakowych przechowywane są różne środki chemii gospodarczej – wygodnie bowiem mieć je pod ręką, np. płyny do mycia naczyń, do czyszczenia zlewów i umywalek, do mycia okien i przetykania syfonów umywalkowych. Każdy z nich ma swój kolor, zapach i swoiste, czasami bardzo niebez­pieczne, działanie trujące. Wśród wymienionych szczególnie na­leży uważać na środki do czyszczenia zlewów i syfonów, które stanowią olbrzymie zagrożenie dla dziecka.

Poza kuchnią są również w naszym mieszkaniu inne miejsca, gdzie przechowuje się proszki do prania, pasty do butów, płyny wybielające itp.

Zdarza się, że dziecko pozostawione pod opieką starszej oso­by nagle wymyka się spod jej kontroli i myszkuje po mieszkaniu, zagląda do przeróżnych kątów, schowków i zakamarków. Wyni­kiem takich działań poznawczych mogą być zatrucia, np. używa­nymi przez babcię lekami na serce, na sen, na różne bóle, tym bardziej że przypominają one tak bardzo lubiane przez dziec­ko owocowe drażetki. Kolejnymi okolicznościami, przy okazji których dochodzi do zatruć, są spacery po ogrodach, wycieczki do lasu, za miasto lub na działkę czy zabawa w przydomowym ogródku. W miesiącach wiosenno-letnich i wczesnojesiennych często występują zatrucia roślinami i grzybami.

Nie są one tak powszechne jak w przypadku leków czy arty­kułów chemicznych, jednak zdarzają się i mogą być bardzo groź­ne. Widząc ładnie kwitnącą czy owocującą roślinę, dzieci chcą oczywiście wiedzieć, jak ona smakuje. Kolorowe kwiaty, owoce czy nasiona zachęcają do spróbowania.

Zatrucia grzybami występują wśród dzieci rzadziej, najczę­ściej dochodzi do nich wskutek przypadkowego spożycia suro­wych owocników. W młodszej grupie wiekowej objawiają się ostrym nieżytem żołądkowo-jelitowym, wynikającym z podawa­nia potraw z grzybów, które – również te jadalne – są ciężko strawne i choćby z tego powodu nie powinny znajdować się w ich jadłospisie.

 

Bardzo duża liczba zatruć wśród dzieci upoważnia do obszer­niejszego omówienia okoliczności, w których może do nich dojść. W tym miejscu należy podkreślić, że:

zdarza się to tylko i wyłącznie wskutek całkowitego braku wyobraźni i dużej niefrasobliwości dorosłych

My, dorośli, jesteśmy odpowiedzialni za bezpieczeństwo na­szych pociech i od nas zależy, czy przeżyją one bez komplikacji najmłodsze lata swego życia. A o tym, niestety, bardzo często za­pominamy!

Zatrucia przypadkowe u dorosłych przytrafiają się z nieco in­nych powodów, ale i tu można znaleźć przykłady ogromnej, ła­godnie określając – nieostrożności i beztroski. Przeważnie jest to pomyłkowe wypicie substancji chemicznej używanej w gospodar­stwie domowym, np. wtedy gdy pożyczając od sąsiada przelejemy ją do butelki po napoju chłodzącym, zapominając o oznakowa­niu. Często są to zatrucia bardzo poważne.

Odrębne zagadnienie i duży problem społeczny stanowi naduży­wanie alkoholu. Jest to widoczne w statystyce ostrych zatruć – mniej więcej 1/5 dotyczy osób będących pod wpływem alkoholu, mających ograniczoną zdolność do kojarzenia faktów, np. takich, że do butelki po piwie przelano kiedyś płyn przeciwko karaluchom.

Przyjęcia do szpitala z powodu zatrucia alkoholem spożyw­czym nie są wcale rzadkie. Pacjenci znajdują się nieraz w stanie głębokiej śpiączki, wynikającej z narkotycznego działania etano­lu lub z podejrzeniem o zatrucie alkoholem niespożywczym, naj­częściej glikolem etylenowym (płyn Borygo) czy alkoholem mety­lowym.

Zatrucia zdarzają się również przez spojówki i skórę. Najczęściej dolegliwości ograniczają się do miejsca zetknięcia trucizny z po­wierzchnią ciała. Wyjątkowo niebezpieczny może być kontakt ze środkami żrącymi, to jest z substancjami o działaniu kwasów (np. płynem akumulatorowym, czyli kwasem siarkowym) i zasad (np. wapnem lub roztworem podchlorynu sodu). W konsekwencji może dojść do trudno gojących się oparzeń i czasami martwicy skóry, a w przypadku kontaktu ze spojówkami – nawet do utraty wzroku. Niekiedy skażenie trucizną skóry (szczególnie uszkodzonej) może spowodować wystąpienie objawów ogólnego zatrucia (np. środki ochrony roślin, pochodne związków fosforoorganicznych).

Do jednego ze szpitali miejskich województwa ostrołęckiego przyjęto w stanie bardzo ciężkim dwoje kilkuletnich dzieci. Mia­ły te same objawy: zwolnioną czynność serca, zwężone źrenice, osłabioną silę mięśniową oraz wysłuchiwane nad płucami obja­wy niezmiernie dużego zalegania wydzieliny w drzewie oskrzelo­wym. Wywiady zebrane przez lekarza przyjmującego dzieci nie wnosiły żadnych konkretnych danych pozwalających na rozpo­znanie przyczyny takiego stanu. Uwagę lekarza zwrócił wyczu­walny od dzieci zapach substancji chemicznej, być może rozpusz­czalnika. W czasie rozmowy telefonicznej z lekarzem naszego ośrodka, na podstawie objawów występujących u dzieci oraz uzyskanych informacji, prosiliśmy o sprawdzenie, czy w domu nie ma i czy nie były używane w ostatnim czasie jakieś preparaty ochrony roślin. Rzeczywiście, matka przyznała, że dzieci miały wszy, postanowiła więc je wytępić środkiem ochrony roślin sto­sowanym w sadownictwie do tępienia szkodników. Aby zabieg był skuteczny, zlała włosy i skórę głowy dzieci stężonym prepa­ratem fosforoorganicznym. Na efekty tego, niestety bezmyślne­go, działania nie trzeba było długo czekać. Badania wykonane w naszym laboratorium potwierdziły ten rodzaj zatrucia.

Przy stosowaniu środków ochrony roślin, np. w czasie opry­skiwania, rzadko dochodzi do poważnych zatruć podobnych do tych, które wystąpiły u dzieci drogą przezskórną. Zwykle ograni­czone są one do zaburzeń żołądkowo-jelitowych oraz bólów gło­wy i ustępują po kilku godzinach.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.